Życie zaczęło się dla mnie wraz z
piątymi urodzinami. Obudziłem się wtedy na skórzanym fotelu w
salonie. Ujrzałem rutynowy obraz – ojciec oglądał właśnie
telewizję, a matka gotowała obiad. Mówię rutynowy, a właściwie
to nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Nie pamiętam
kompletnie nic sprzed tamtej chwili. Przeglądając rodzinne zdjęcia
ani razu nie trafiło mnie jakiekolwiek wspomnienie, czy chociażby
przebłysk. Czuję, jakby widniał na nich ktoś inny, kompletnie
różny od Artura Makowskiego. Osoba, która przywdziała moją twarz
sprzed kilku lat. Skórę kilkuletniego chłopca. Dlatego są to dla
mnie jedynie nic nieznaczące kolorowe odbitki. Ludzie mówią, że
niektóre wydarzenia pragnie się pozostawić w pamięci, a inne po
prostu usunąć, zatrzeć po nich ślady. Nie mamy jednak wpływu na
to, co zgotuje nam los. Nieważne są nasze starania, bo nie cofniemy
czasu ani nie zmienimy rzeczywistości. Czasami pozostaje nam tylko
zaakceptować nasze przeznaczenie. Nasze cholerne przeznaczenie.
***
10 listopada
Zerwałem się na równe
nogi, gdy tylko usłyszałem dźwięk budzika. Dzisiaj poniedziałek,
dzień wolny od zajęć dydaktyczno-wychowawczych, czyli, krótko
mówiąc, lekcji. Chociaż raz nie muszę kisić się w tej placówce
zagłady zwanej liceum ogólnokształcącym. Nie mam pojęcia, co
podkusiło mnie do takiego wyboru. Sam dojazd zajmuje mi godzinę, a
gdy natrafimy na korki, czas wydłuża się o kolejne trzydzieści
minut. W dodatku nie poznałem tam jeszcze nikogo poza klasą i
kończę minimum o szesnastej mając lekcje na ósmą. Istny koszmar
dla rozleniwionego nastolatka. Zbiegłem po schodach i wpadłem do
łazienki, ledwo zatrzymując się przed umywalką. Szybko opłukałem
twarz i umyłem zęby, po czym popędziłem do kuchni, by zrobić
sobie śniadanie. Tosty, jajko sadzone i szklanka soku pomarańczowego
to mój sposób na dobry początek dnia. Ukradkiem spojrzałem do
salonu i odszukałem wzrokiem rodziców. Tata właśnie czytał
najnowszy numer „Polityki”, a mama popijała kawę oglądając
wyczyny uczestników jakiegoś reality show. Po posiłku umyłem
naczynia, by rodzicielka kolejny raz nie zaczęła się wydzierać,
że tylko ona sprząta w domu i wróciłem do swojego pokoju. Nie
miałem nic zaplanowanego, więc postanowiłem się zrelaksować przy
swoich ulubionych kawałkach. Najczęściej piosenki artysty zwanego "Tycho" potrafią mnie odprężyć i zabrać w świat sennych marzeń.
Kojarzą mi się również z kinem artystycznym, które wprost
uwielbiam. Piękne scenografie, neonowe barwy, minimum dialogów –
istna uczta dla duszy, chociaż nie każdemu przypadnie to do gustu.
Oczywiście nie ograniczam się tylko do tego, film po prostu musi
być dobrze zrealizowany. To moje minimum. Już po chwili słuchania
utworu "Coastal Brake" zacząłem rozważać nad własnymi
pragnieniami i sposobie ich spełnienia. Nawet nie wiem, kiedy
zasnąłem. Obudziło mnie wołanie matki. Nie brzmiało tak jak
zawsze, w jej głosie można było wyczuć przerażenie. Zleciałem
po schodach prawie się potykając i w mgnieniu oka znalazłem się w
salonie.
- Co się stało?! -
uniosłem głos.
Jej usta drżały, nie mogła
nic z siebie wydusić. Ojciec starał się nie okazywać emocji.
- Spójrz – wskazał
palcem na telewizor.
Posłusznie odwróciłem
głowę w kierunku pudła wydającego dźwięki.
- Jak to jest w ogóle...
możliwe? - nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Nie spodziewałem
się, że to stanie się tak szybko. Że coś takiego naprawdę jest
możliwe.
W tamtej chwili nasz świat
zmienił się nieodwracalnie. Nasza szara rzeczywistość nigdy już
nie wróci. Chociaż znajdą się tacy, którzy będą twierdzić
inaczej.
c.d.n.
***
10 listopada
Zerwałem się na równe nogi, gdy tylko usłyszałem dźwięk budzika. Dzisiaj poniedziałek, dzień wolny od zajęć dydaktyczno-wychowawczych, czyli, krótko mówiąc, lekcji. Chociaż raz nie muszę kisić się w tej placówce zagłady zwanej liceum ogólnokształcącym. Nie mam pojęcia, co podkusiło mnie do takiego wyboru. Sam dojazd zajmuje mi godzinę, a gdy natrafimy na korki, czas wydłuża się o kolejne trzydzieści minut. W dodatku nie poznałem tam jeszcze nikogo poza klasą i kończę minimum o szesnastej mając lekcje na ósmą. Istny koszmar dla rozleniwionego nastolatka. Zbiegłem po schodach i wpadłem do łazienki, ledwo zatrzymując się przed umywalką. Szybko opłukałem twarz i umyłem zęby, po czym popędziłem do kuchni, by zrobić sobie śniadanie. Tosty, jajko sadzone i szklanka soku pomarańczowego to mój sposób na dobry początek dnia. Ukradkiem spojrzałem do salonu i odszukałem wzrokiem rodziców. Tata właśnie czytał najnowszy numer „Polityki”, a mama popijała kawę oglądając wyczyny uczestników jakiegoś reality show. Po posiłku umyłem naczynia, by rodzicielka kolejny raz nie zaczęła się wydzierać, że tylko ona sprząta w domu i wróciłem do swojego pokoju. Nie miałem nic zaplanowanego, więc postanowiłem się zrelaksować przy swoich ulubionych kawałkach. Najczęściej piosenki artysty zwanego "Tycho" potrafią mnie odprężyć i zabrać w świat sennych marzeń. Kojarzą mi się również z kinem artystycznym, które wprost uwielbiam. Piękne scenografie, neonowe barwy, minimum dialogów – istna uczta dla duszy, chociaż nie każdemu przypadnie to do gustu. Oczywiście nie ograniczam się tylko do tego, film po prostu musi być dobrze zrealizowany. To moje minimum. Już po chwili słuchania utworu "Coastal Brake" zacząłem rozważać nad własnymi pragnieniami i sposobie ich spełnienia. Nawet nie wiem, kiedy zasnąłem. Obudziło mnie wołanie matki. Nie brzmiało tak jak zawsze, w jej głosie można było wyczuć przerażenie. Zleciałem po schodach prawie się potykając i w mgnieniu oka znalazłem się w salonie.
- Co się stało?! - uniosłem głos.
Jej usta drżały, nie mogła nic z siebie wydusić. Ojciec starał się nie okazywać emocji.
- Spójrz – wskazał palcem na telewizor.
Posłusznie odwróciłem głowę w kierunku pudła wydającego dźwięki.
- Jak to jest w ogóle... możliwe? - nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Nie spodziewałem się, że to stanie się tak szybko. Że coś takiego naprawdę jest możliwe.
W tamtej chwili nasz świat zmienił się nieodwracalnie. Nasza szara rzeczywistość nigdy już nie wróci. Chociaż znajdą się tacy, którzy będą twierdzić inaczej.
c.d.n.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz